IV liga: Polonia - Rzemieślnik (relacja + zdjęcia)


Mecz między naszym zespołem, a ekipą Rzemieślnika Pilzno jeszcze sporo przed pierwszym gwizdkiem sędziego zapowiadał się niezwykle ciekawie. Wystarczy powiedzieć, że stawką tego spotkania był tytuł "Mistrza Jesieni" oraz liderowanie tabeli przez całą zimę. Prestiż meczu oraz sprzyjająca, słoneczna pogoda zgromadziła na stadionie Polonii całkiem sporą rzeszę kibiców, co z pewnością dodatkowo zmobilizowało naszych piłkarzy.

Nieco po godzinie 13 obie jedenastki pojawiły się na murawie wyprowadzone przez sędziowskie trio z Rzeszowa, na czele z sędzią głównym - panem Jakubem Tomoniem. Już od pierwszych sekund do ataku rzuciła się ekipa gości, chcąc najwidoczniej w ten sposób zaskoczyć ekipę Polonii. Los był jednak przewrotny i wszelkie założenia taktyczne zespołu z Pilzna mocno pokrzyżowała sytuacja z 3. minuty spotkania. Wtedy to Damian Barszczak przejął piłkę w środkowej strefie boiska, natychmiastowo odegrał do Arkadiusza Gosy, który przebiegł z nią dobre 20-30 metrów, nie dając się zatrzymać przez bezradnie interweniujących obrońców Rzemieślnika, a następnie pewnym, mocnym strzałem zza pola karnego w prawy róg bramki Wilczyńskiego dał Polonii wymarzone prowadzenie. Prowadzenie naszej ekipy wyraźnie sfrustrowało zawodników z Pilzna, którym zaczęły udzielać się negatywne emocje. Na pierwszą żółtą kartkę nie trzeba było czekać. Już w 5. minucie meczu ukarany nią został Rafał Leśniowski z drużyny gości, który nad wyraz emocjonalnie nie zgadzał się z decyzją sędziego. Po utracie bramki Rzemieślnik przejął inicjatywę tego spotkania. Goście byli częściej przy piłce, a gra toczyła się częściej bliżej bramki Krzanowskiego. Nie przekładało się to jednak w żaden wymierny sposób na kreowanie sytuacji strzeleckich, których - co ciekawie - zdecydowanie więcej stwarzała sobie Polonia. Już w 9. minucie powinno być 2:0. Znakomity kontratak lewą stroną poprowadził Mateusz Wanat, a następnie wyłożył piłkę na 15. metr do Gosy. Ten jednak pechowo skiksował, marnując w ten sposób wyśmienitą okazję. Trzy minuty później nasz najskuteczniejszy strzelec obejrzał ponadto żółty kartonik za nakładkę w środkowej strefie boiska. Kolejne minuty upłynęły pod znakiem konstruowania ataków pozycyjnych przez ekipę gości. Pierwsza, warta odnotowania akcja przyjezdnych miała miejsce dopiero w 26. minucie meczu, kiedy to Krzanowski musiał ruszyć na poszukiwanie piłki po mocno nieudanej próbie strzału w kierunku bramki. Już minutę później zrobiło się nieco groźniej, kiedy to nasz bramkarz wykazał się refleksem i uprzedził Dawida Floriana starającego się dojść do piłki zagranej za linię obrony. Chwilę później jedyny czarnoskóry zawodnik na boisku - Camara Sekou - w sposób bezpardonowy zaatakował nogi Radka Buksy. Sędzia, kierując się zapewne wielkim przypływem miłosierdzia, nie ukarał gracza Rzemieślnika nawet żółtą kartką, czym po raz pierwszy (i nie ostatni niestety) zirytował zgromadzonych na stadionie kibiców. Buksa potrzebował nieco dłuższej pomocy medycznej przez co chwilowo nasi zawodnicy grali w osłabieniu. Goście starali się wykorzystać ten fakt, lecz strzał Mędrka zza pola karnego pewnie wyłapał Krzanowski. W odpowiedzi, Wanat próbował strzału z woleja, lecz z mizernym skutkiem. W 34. minucie spotkania sędzia po raz kolejny postanowił skupić na sobie całą uwagę i (z sobie tylko wiadomych powodów) odesłał naszego trenera z ławki rezerwowych na trybuny. Nie zmieniło to bynajmniej obrazu gry. W dalszym ciągu Rzemieślnik bezskutecznie organizował ataki pozycyjne. Po raz kolejny jednak bliżej zdobycia gola byli nasi piłkarze. W 39. minucie dobre dośrodkowanie w pole karne z rzutu wolnego z lewej strony boiska posłał Krystian Kazek, lecz po drobnym zamieszaniu bramkarz gości zdołał wyłapać piłkę. W 44 minucie gracze z Pilzna po raz kolejny zaprezentowali swoje umiejętności w sztuce karate. Tym razem Kamil Mędrek brutalnie sfaulował Gosę blisko środka boiska i obejrzał za to zagranie w pełni zasłużoną żółtą kartkę. W pierwszej minucie doliczonego czasu gry pierwszej połowy sędzia jeszcze raz postanowił sięgnąć do swojej kieszonki. Tym razem na prawej stronie boiska przewinił Damian Barszczak, lecz ukarany "żółtkiem" został Kamil Kłos z ekipy gości, który takiej właśnie kary domagał się u arbitra dla naszego zawodnika. Po dodatkowych niemal 5-ciu minutach, sędzia ostatecznie zakończył pierwszą połowę przy wyniku 1:0 dla Polonii.

Na drugą połowę spotkania ekipa Rzemieślnika wyszła w bojowych nastrojach i już od samego początku zamknęli Polonię na jej własnej połowie. Ponownie jednak nie przynosiło im to żadnych wymiernych korzyści, aż do 52 minuty, kiedy w końcu stworzyli sobie dobrą okazję do zdobycia bramki. Płaskie dośrodkowanie z prawej strony boiska zdołał jednak wybić przed siebie Krzanowski, a resztę za niego załatwili obrońcy. W tym samym czasie na trybunach w końcu uaktywnili się kibice, którzy zaczęli wspierać naszą ekipę głośnym dopingiem. Minutę później lewą stroną ruszyli gospodarze, lecz akcję faulem (nie pierwszy już raz) przerwał Sekou. Do piłki podszedł Kazek i dośrodkował ją w pole karne, gdzie obrońcy bez trudu wybili ją na rzut rożny. Po nim natomiast piłka trafiła do ustawionego na 20 metrze Wanata, który to jednak skiksował. W 56 minucie zakotłowało się pod bramką Polonii. Kurylak stojąc tuż przed własnym polem karnym ściągnął do parteru zawodnika rywali. Do rzutu wolnego podszedł Mazela i uderzył prosto w mur. Do odbitej piłki dopadł jeszcze Pisarczyk, lecz uderzył nad poprzeczką. W 69 minucie spotkania goście mieli egzekwować rzut wolny w środkowej strefie boiska. Najpierw jednak Pisarczyk, chcąc wymusić żółty kartonik dla stojącego zbyt blisko piłki zawodnika Polonii, rozpoczął grę przed gwizdkiem sędziego i został za to ukarany przez niego tym, czego sam się uprzednio domagał. W tym samym momencie nasi kibice odpalili race w barwach klubowych i zadymili nimi całe boisko, wymuszając w ten sposób na arbitrze decyzję o chwilowym przerwaniu meczu. Po ok. 2-3 minutach grę wznowili piłkarze Rzemieślnika od niebezpiecznego dośrodkowania w pole karne naszej ekipy. Piłkę wybili obrońcy, lecz po chwili wróciła ona do ustawionego z prawej strony pola karnego Sekou. Trafił on na całe szczęście tylko w boczną siatkę bramki Krzanowskiego. Po tej akcji odgryzać próbowali się nasi zawodnicy. Najpierw niecelny strzał z dystansu oddał Gosa, a następnie szczęścia uderzeniem z ok. 25 metrów szukał Kazek, lecz nieznacznie przeniósł piłkę nad poprzeczką. Minutę później poszło mu już jednak znacznie lepiej. Uderzając tuż sprzed pola karnego przetestował Wilczyńskiego, który z najwyższym trudem sparował piłkę na rzut rożny. W 80 minucie Sekou faulował Krzanowskiego w jego własnym polu bramkowym i sędzia w końcu przekonał się, że jednak należy mu się żółta kartka. W 82 minucie Polonia była bliska podwyższenia prowadzenia i przypieczętowania triumfu nad zespołem z Pilzna. Na rajd lewą stroną boiska zdecydował się Radek Buksa. Minął obrońcę, wpadł w pole karne i zamiast strzelać z ostrego kąta, odegrał na 13 metr do Wanata. Niestety, jego strzał zdołał zablokować obrońca. Co nie udało się w 82. minucie, powinno stać się już dwie minuty później. Tym razem to Wanat wpadł z piłką w pole karne rywali, gdzie nie zauważył idealnie ustawionego i niepilnowanego Gosy. Zdecydował się na strzał, który to jednak bez najmniejszego trudu obronił Wilczyński. Niewykorzystane okazje mogły zemścić się już w 85 minucie, gdy Krzanowski minął się z piłką dośrodkowywaną z lewej strony boiska. Na całe szczęście rywale nie zdołali skierować futbolówki w światło bramki. W 89 minucie na kolejną szarżę zdecydował się Buksa. Ponownie wpadł w pole karne z lewej strony boiska i ponownie zdecydował się odgrywać po ziemi, tym razem do Gosy. Bramkarz jednak zdołał przeciąć to podanie i dodatkowo był jeszcze przy tym faulowany. Po raz kolejny piłkarz Rzemieślnika (w tym wypadku był to Tomasz Tragarz) starał się wymusić żółtą kartkę dla naszego zawodnika i w nagrodę sam ją otrzymał. Mimo że regulaminowy czas gry zbliżał się już do końca, sędzia ani myślał kończyć to spotkanie, doliczając dodatkowe 6 min gry (co w połączeniu z doliczonym czasem gry pierwszej połowy daje aż ponad 10 min (!) dodatkowego czasu gry). Goście starali się to wykorzystać, chcąc doprowadzić do wyrównania za wszelką cenę. Po raz kolejny ich determinacja objawiła się jednak nie w finezji i technice, lecz w brutalności, bowiem w pierwszej minucie doliczonego czasu gry Arkadiusz Gawęda bezpardonowo wjechał w nogi Tabisza i obejrzał za to zagranie zasłużoną żółtą kartkę. Minutę później na rajd prawą stroną zdecydował się Barszczak. Bardzo ładnie obiegł on obrońcę za linią końcową boiska, lecz próbę zagrania piłki w pole karne bramkarz zdołał wybić na rzut rożny. W czwartej minucie doliczonego czasu gry stało się najgorsze. Żaden z piłkarzy Polonii nie zdołał przerwać rajdu zawodnika Rzemieślnika prawą stroną boiska. Piłka trafiła do Roberta Gawędy, a ten posłał płaskie podanie w pole karne do Sekou, który zdołał skierować piłkę do bramki Krzanowskiego. Tym samym Rzemieślnik zdołał dopiąć swego i urwał cenne 2 punkty naszej drużynie, zapewniając sobie w ten sposób fotel lidera na czas zimowego odpoczynku. Przed końcowym gwizdkiem sędziego żółty kartonik za faul taktyczny w środkowej części załapał jeszcze Tabisz, a już po końcowym gwizdu żółtą kartką został ukarany Arkadiusz Czekaj za wyrażanie radości niecenzuralnymi słowami.

Mecz na szczycie IV ligi zakończył się więc podziałem punktów. Nie było to spotkanie stojące na wysokim poziomie, lecz pojedynek, w którym dominował futbol siłowy. Niestety, do poziomu piłkarskiego dostosował się również sędzia, którego decyzje w wielu przypadkach - niekorzystnych zarówno dla jednego zespołu, jak i dla drugiego - były często kontrowersyjne i niezrozumiałe. Należy jednak zaznaczyć, że niekorzystny rezultat osiągnęliśmy w dużej mierze na własne życzenie. Goście nie zaprezentowali swoją grą niczego, co dawałoby im silne argumenty przemawiające za ich zwycięstwem. Niestety, nasi zawodnicy nie potrafili wykorzystać stwarzanych przez siebie dogodnych okazji i w efekcie zostali skarceni w samej końcówce spotkania. Na pocieszenie warto odnotować, że nasza przemyska twierdza pozostała niezdobyta przez całą rundę jesienną, a Arkadiusz Gosa z 13-stoma trafieniami na koncie został królem strzelców jesieni. Miejmy nadzieję, że będą to dobre prognostyki na rundę wiosenną, po której wierzymy, że to nasz zespół będzie mógł cieszyć się z 1. miejsca w tabeli.

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć
                                       

Dodaj do: