IV liga: Polonia - Piast (relacja) i wywiad z trenerami

Dodaj do:


Drużyny rozpoczęły mecz dosyć energicznie, bez respektu dla siebie, lecz akcje obu ekip były zbyt chaotyczne i kończyły się zazwyczaj przed 16 metrem. Pierwszą groźną akcję w 8 minucie mieli piłkarze Piasta Tuczempy. Kokoć stracił piłkę na 20 metrze i musiał popełnić faul, by zapobiec wyjściu zawodnika gości sam na sam z bramkarzem. Obrońca Polonii otrzymał za to zagranie żółtą kartkę, a rzut wolny po tym przewinieniu Kud wykonał niecelnie, ponad bramką. W odpowiedzi w 14 minucie rzut wolny egzekwowany przez kapitana Polonii minimalnie mija okienko gości. W 21 minucie znów rzut wolny, tym razem Kazek dośrodkowuje w pole karne, tam obrońcom urywa się Gosa i główką po koźle stara się pokonać bramkarza. Niestety kozioł był za wysoki - piłka mija bramkarza, ale także leci ponad bramką. Od 30 minuty Polonia zaczyna przeważać na boisku. Ekipa gości została zepchnięta na własną połowę. Widać było wyraźnie, że nastawia się na szybkie kontry. Niezwykłą chęć do gry przejawiał Karkowski. W 37 minucie po błędzie gospodarzy kontra drużyny z Tuczemp kończy się dośrodkowaniem z lewej strony na 5 metr, a tam Kubas strzela główką prosto w rękawice Krzanowskiego.

Do przerwy żadna z ekip nie wykorzystała swoich sytuacji bramkowych. W pierwszej połowie było dużo walki, co widać po liczbie fauli - po 12 w obu ekipach. Ponadto nie brakowało chaotycznej gry z obu stron, a żadnej z drużyn nie udało się przeprowadzić składnej akcji, gdyż przeważnie kończyły się niecelnym podaniem lub faulem. Widać wyraźnie dwie koncepcje gry - Tuczempy nastawiają się na kontry, z kolei Polonia stosuje nieskuteczny atak pozycyjny. Nawet zaangażowanie większej liczby zawodników nie gwarantowało sukcesu, a błąd jak ten z 37 minuty, który spowodował kontrę ekipy gości, mógł mieć katastrofalne skutki. Właściwie to oprócz tej jednej akcji Piasta Tuczempy jedyne zagrożenie zarówno pod jedną jak i drugą bramką stwarzały zagrania ze stałych fragmentów gry.

W 2. połowie Polonia lekko się cofnęła by czekać na akcje gości. W 52 minucie Damian Barszczak dośrodkował w pole karne przeciwnika, jednak w zamieszaniu żaden piłkarz nie był w stanie oddać chociażby strzał na bramkę Strawy. Niestety Przemyska Barcelona po 15 minutach drugiej połowy oddaje inicjatywę ekipie przyjezdnych. Gracze z Tuczemp nie odpuszczają, są drużyną lepiej zorganizowaną i gołym okiem widać, że remis ich nie satysfakcjonuje. Akcje tej drużyny są coraz groźniejsze i kończą się coraz bliżej bramki Krzanowskiego, od czasu do czasu zmuszając go do interwencji. W 65 minucie dobrze zapowiadającą się kontrę naszych przeciwników kończy nieczystym strzałem Kubas. Także Tomasz Pasaj próbował swojego szczęścia, jednak jego strzał z 16 metrów nie zrobił wrażenia na Krzanowskim, który nawet się nie poruszył by to obronić. Tuczempy naciskały Polonię. Naszym piłkarzom brakowało pomysłu na grę. Często obrońcy grali "na uwolnienie", a ewentualne sytuacje wynikały z przypadku i były nieskuteczne. W drugiej połowie Polonia oddała jeden strzał, który raczej okazał się podaniem do bramkarza rywali. Nowo wprowadzony na boisko Tabisz szukał szczęścia w strzałach z dystansu. Jego mocne uderzenie z 20 metrów przeszło jednak obok lewego słupka. Był to jednak impuls do działania. Polonia zaczęła naciskać na rywala w skutek czego wyszła bardzo ładna akcja, która mogła zakończyć mecz. W 86 minucie meczu dwójkowa akcja Gosy i Gagata wyprowadziła tego drugiego na pozycję do oddania strzału. Niestety piłka mu uciekła za daleko i dzięki temu Patryk Strawa wybił piłkę w aut. A mógł to być zwycięski gol.

Do końca spotkania nic nie uległo zmianie. Mnóstwo chaosu cechowało ten mecz. Rzeczą spędzającą sen z powiek z pewnością okaże się brak sytuacji bramkowych i skuteczności. Jest nad czym pracować, ale sezon jest długi.

WYWIAD Z TRENERAMI PO MECZU