I liga - 24 kolejka

Dodaj do:
60: 72
BUDIMPEX-POLONIA Przemyśl
(20:14, 11:23, 18:17, 11:18) SKK Siedlce

Choć przed spotkaniem gospodarze uchodzili niemal za murowanego faworyta to jednak mocno zawiedli oczekiwania. SKK zdobyło przemyską halę i do domu pojechało w bardzo dobrych humorach.

Początek nie zapowiadał takiego rozstrzygnięcia. Podopieczni Mariusza Zamirskiego prezentowali przyzwoity basket i dzięki trafieniom Dariusza Wyki prowadzili po paru minutach 10:7. Sprawiali wrażenie, jakby z każdą chwilą nabierali tempa więc też nikt związany z klubem nie hołubił w sobie żadnych zbędnych obaw. Działo się tak tym bardziej, że rywale popełniali sporo błędów i rzadziej notowali udane akcje.

Tendencja ta odmieniła się w drugiej kwarcie. Goście niespodziewanie zacieśnili szeregi obronne, a poloniści z kolei przestali być tak skoncentrowani jak wcześniej. Przez chwilę jeszcze zachowali korzystny dla siebie wynik, lecz sielanka nie potrwała długo.

Za sprawą doświadczonego Marcina Chodkiewicza najpierw odrobili straty, by chwilę później przejąć inicjatywę. Oprócz niego pozytywną kartę zapisał także Mariusz Rapucha. Obaj przysporzyli podkarpackim defensorom sporo kłopotów i pokazali, że SKK wcale nie jest skazane na porażkę. Mało tego, dzięki dobrej postawie całego kolektywu wynik brzmiał 31:37 co pozwoliło im spędził długą przerwę w pewnego rodzaju komforcie. "Niedźwiadki" zaś miały o czym myśleć, ponieważ takiego biegu wydarzeń raczej nie zakładali.

Po zmianie stron pierwotnie wydawało się, że miejscowi za moment zażegnają niebezpieczeństwo. Skutecznie zagrania wspomnianego Wyki oraz Tomasza Zabłockiego pozwoliły nieco nastraszyć oponenta i podreperować ogólny bilans. Jednak rywal nie dał się zaskoczyć. Do głosu doszedł Przemysław Lewandowski. Doświadczony gracz przejął na siebie niemal całą odpowiedzialność, wykonując jednocześnie mnóstwo pożytecznej roboty. Praktycznie w pojedynkę zniweczył on trud polonistów z poprzednich minut i udowodnił, że wciąż pamięta lata świetności. Gdy wspomogli go Radosław Basiński wraz z Tomaszem Deją siedlczanie wygrywali 54:49, będąc blisko sprawienia niespodzianki.

W decydującej batalii postanowili skorzystać z nadarzającej się okazji i odprawili z kwitkiem niezbyt wyśmienicie dysponowaną tego dnia przemyską drużynę. Ta ostatnia nie zdołała wprowadzić w swoje poczynania konsekwencji, przez co nie przeciwstawiła się prezentującym większy polot przeciwnikom. Zanim nastał koniec próbkę umiejętności dał Chodkiewicz. Na półdystansie umiejętnie znalazł się również Deja. Wynik zaś ustalił Kamil Sulima, trafiając zza łuku.

Źródło: sportowefakty.pl

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć