I liga - 21 kolejka

Dodaj do:
56: 58
AZS Politechnika BIG-PLUS Poznań
(16:17, 13:15, 18:19, 9:7) BUDIMPEX-POLONIA Przemyśl

Po wyrównanym i zaciętym spotkaniu, oraz dużych emocjach w ostatniej kwarcie, AZS Politechnika Poznań przegrała na własnym parkiecie z Polonią Przemyśl 56:58.

Już pierwsza kwarta zwiastowała, że starcie AZS Politechniki BIG-PLUS Poznań z Budimpex-Polonią Przemyśl nie będzie jednostronnym widowiskiem. Żadna z drużyn nie wyszła w jej trakcie na zdecydowane prowadzenie i zakończyła się ona wynikiem 16:17 dla gości. W ich szeregach brylował szczególnie Tomasz Zabłocki, który zdobył dziesięć oczek dla swojej ekipy. Punkty dla poznaniaków zdobywali natomiast Marek Sobkowiak, Adam Metelski i Łukasz Ulchurski.

Drugą odsłonę gospodarze rozpoczęli od czterech punktów Macieja Rostalskiego. Potem jednak na placu gry zarysowała się wyraźna przewaga Polonii. Po celnym rzucie Zabłockiego zza linii 6,75 metra było już 22:27 dla przyjezdnych i wydawało się, że w tym momencie faworyt wrzuci kolejny bieg i odskoczy Akademikom. Podopieczni Waldemar Mendla mieli bowiem w tym fragmencie meczu wielkie problemy ze stwarzaniem i wykańczaniem akcji ofensywnych. Trudne chwile przeżywał szczególnie lider AZS Paweł Hybiak, który nie mógł odnaleźć właściwej sobie wysokiej dyspozycji. Na rozegraniu zastępował go Mateusz Rutkowski.

Przerwa na żądanie podziałała jednak otrzeźwiająco na gospodarzy. Paweł Stankiewicz i Tomasz Gierwazik doprowadzili do wyrównania. "Przemyskie Niedźwiadki" znów odskoczyły na pięć oczek za sprawą Rafała Partyki. Ostatnie słowo przed przerwą należało jednak do Michała Szydłowskiego. 25-letni koszykarz był autorem ostatniego trafienia w pierwszej połowie spotkania (29:32). "Szydłoś" mógł jeszcze bardziej zniwelować stratę gospodarzy, ale po jego akcji w ostatnich sekundach piłka zatańczyła na obręczy, nie wpadając do kosza.

Po powrocie na parkiet koszykarze Polonii wzięli się ostro do roboty. Dwa pierwsze rzuty to trafienia za trzy w wykonaniu Tomasza Zabłockiego i Dariusza Wyki. Gospodarze odpowiadali jedynie dwójkami Sobkowiaka. Chwilę później, po akcji 2+1 Wyki, przewaga graczy Mariusza Zamirskiego wzrosła do dziesięciu punktów. Nie poszli oni jednak za ciosem, a kolejne osiem trafień było autorstwa koszykarzy z Grodu Przemysława (41:43). Polonia nie odpuściła i chwilę później było 41:51. Politechnika jednak bardzo nie chciała w środę przegrać i znów skutecznie odpowiedziała przeciwnikom. Trafił Hybiak, trafił Sobkowiak, na 15 sekund przed finałową kwartą poznaniacy przejęli piłkę, a akcję wykończył Szydłowski (47:51).

Ostatnia odsłona środowego widowiska była prawdziwym dreszczowcem. Na plac gry w wielkim stylu powrócił Paweł Hybiak. Rzucił sześć punktów, pokazał kilka dobrze znanych, imponujących zagrań i pałał ogromną żądzą poprowadzenia swojego zespołu do zwycięstwa. AZS w końcu dopiął swego i po trafieniu Adama Metelskiego wyszedł na prowadzenie (56:55). Spotkało się to jednak z natychmiastową odpowiedzią Dariusza Wyki, który przymierzył za trzy (56:58). Do końca pozostawała niewiele ponad minuta. Sekundy mijały, trenerzy prosili o przerwy. Gospodarze nie byli w stanie doprowadzić do wyrównania, z kolei goście nie dawali rady przypieczętować zdobycia dwóch punktów w stolicy Wielkopolski.

Pięć sekund przed końcem spotkania Wyka sfaulował Metelskiego w akcji rzutowej. Rosły lider ekipy z Poznania stanął przed szansą doprowadzenia do dogrywki. Niestety, pomylił się już przy pierwszym rzucie wolnym. Przy drugim Politechnika musiała szukać zbiórki w ataku, a to skończyło się faulem Szydłowskiego na Zabłockim. Zegar wskazywał trzy sekundy do końca, piłkę na połowie boiska miała Polonia. Wydawało się, że to już koniec, jednak Grzegorz Płocica sfaulował Tomasza Gierwazika i piłkę przyznano gospodarzom. Ruszył z nią ile sił w nogach Paweł Hybiak, oddając rzut z dystansu, który ku jego rozpaczy nie wylądował w koszu. Młody rozgrywający padł na parkiet pogrążony mieszanką smutku i złości.

- Mówiłem Pawłowi, że nie ma co chować głowy w ręcznik, bo za walkę i serce może czuć się bohaterem i zwycięzcą. Dla mnie to jest bardzo ważne i zawsze powtarzam, że na boisku trzeba zostawić serce i zrobić wszystko co można było - komplementował pokonanych trener Mariusz Zamirski.

- Mieliśmy trochę pecha w samej końcówce. Adam nie trafił, zdarza się najlepszym. Nie mam pretensji. Gdyby się udało, bylibyśmy w euforii - podsumował z kolei Waldemar Mendel.

Polonia Przemyśl po zaciętym i emocjonującym spotkaniu wyjechała z Poznania z dwoma punktami. W weekend zagra na własnym boisku ze Startem Lublin. Politechnika pojedzie do Torunia, na mecz z zespołem, z którym wygrała swoje pierwsze spotkanie w I lidze. Czy postara się o pierwszą wiktorię na wyjeździe? Po wydarzeniach z meczu z Polonią motywacji Akademikom na pewno nie zabraknie.

Źródło: sportowefakty.pl