I liga - 18 kolejka

Dodaj do:
72: 86
BUDIMPEX-POLONIA Przemyśl
(14:21, 19:21, 22:23, 17:21) WKS Śląsk Wrocław

Choć w pierwszych minutach wydawało się, że faworyt odniesie łatwe zwycięstwo, to jednak gospodarze za sprawą Grzegorza Płocicy postraszyli pretendenta do awansu i napsuli mu trochę krwi.

Gospodarze nie rozpoczęli najlepiej spotkania. Już po paru chwilach tracili bowiem sześć "oczek", co pokazywało, że mogą mieć kłopoty z nawiązaniem wyrównanej walki. Na tle Śląska brakowało im atutów. Zdołali oni co prawda wybronić kilka akcji i uchronić się jednocześnie od gorszego bilansu, ale już w ataku z trudem przychodziło wypatrywanie pozytywów. Pod nieobecność Grzegorza Kukiełki pozostali zawodnicy pierwotnie nie przejęli od niego pałeczki, więc nie dziwiło, iż w połowie kwarty przegrywali 2:11. Zmienić ten stan rzeczy starał się Dariusz Wyka. Młody środkowy wykazywał dużą aktywność, lecz tylko chwilami zaskakiwał defensywę oponenta.

Wrocławianie zaś bez większych problemów wcielali w życie założenia i generalnie kontrolowali sytuację. Kawał pożytecznej pracy wykonywał silny Krzysztof Sulima, który doskonale korzystał ze swoich warunków wzrostowych. Wtórował mu Marcin Flieger. Jednak z czasem zakres ich dominacji nieco zmalał. Poloniści za sprawą Grzegorza Płocicy oraz Tomasza Zabłockiego wszczęli pościg i postraszyli rywala. Ten zachował w miarę bezpieczną zaliczkę, choć nie mógł zapomnieć o czujności.

W drugiej odsłonie podopieczni Mariusza Zamirskiego chcieli pójść za ciosem. Prezentowali się bardziej konsekwentnie aniżeli we wcześniejszych momentach, tylko że siły i uporu zabrakło analizując dłuższą perspektywę. Problemy podkarpackiego zespołu uwidoczniały się szczególnie pod tablicami. Tam zbyt często pozwalał przeciwnikowi zbierać piłki, wobec czego nie mógł liczyć na żadne ponowienia. In plus zaskakiwał za to przy penetracjach, gdzie wymuszał faule.

Prawie cały trud wziął w łeb gdy próbkę umiejętności dał Tomasz Prostak. 25-letni obwodowy świetnie strzelał z dalszych odległości, dzięki czemu jego team wygrywał po pierwszej połowie 42:33. Nadzieję w serca większości kibiców zgromadzonych w hali przy ulicy Mickiewicza wlał tylko Michał Musijowski trafiając wraz z syreną kończącą "ćwiartkę", ale była to kropla w morzu potrzeb "Przemyskich Niedźwiadków".

Dłuższa pauza nadspodziewanie pobudziła miejscowych, którzy nie spasowali i dzielnie przeciwstawiali się wyżej notowanemu klubowi z Dolnego Śląska. Dalej pozytywnie zaskakiwał wspominany wcześniej Płocica. Niekonwencjonalny obwodowy, jak to ma w zwyczaju nie czuł specjalnego respektu przed niczym co stawało na jego drodze i popisywał się efektownymi szarżami. Mało tego. Zyskując pewność siebie podkręcił tempo, zmniejszając radykalnie dystans dzielący obie strony. Doskonałe poparcie tych słów stanowił fakt, że w połowie trzeciej partii "Lonia" przegrywała zaledwie 50:51!

Niestety dla niej potem nastała seria strat i niewłaściwych zagrań, która finalnie przekreśliła szanse wicemistrza Polski z lat dziewięćdziesiątych. Wszystkie pomyłki bowiem goście wykorzystywali bezlitośnie i w decydującej batalii zmierzali jedynie po pełną pulę, nie analizując zbytnio otoczenia. Przemyślanom życie uprzykrzył Norbert Kulon, wprowadzając wiele zamieszania. Reszta graczy też nie była dłużna. Wiedząc, iż komplet punktów znajduje się na wyciągnięcie ręki ostatni raz wykrzesali pokłady koncentracji, przypieczętowując triumf. Śledząc przebieg rywalizacji pochwała należała się również Radosławowi Hyżemu. Eks-reprezentant Polski w obu formacjach wprowadzał opanowanie, a koledzy chętnie korzystali z jego flagowego atutu, mianowicie doświadczenia.

Starcie zakończyło się wynikiem 72:86, więc wszyscy oni udali się do domu w znakomitych humorach.

Źródło: sportowefakty.pl

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć