Wywiad z trenerem Jarosławem Zającem

Dodaj do:

Paweł Polański: Jak wyglądały początki Pana trenerskiej kariery?
Jarosław Zając: Karierę piłkarską skończyłem w wieku 29 lat przez problemy z biodrami. Pierwszą moją pracą była praca z Siarką Tarnobrzeg, którą przejąłem od początku okresu przygotowawczego. Udało się awansować do III ligi, ale później podziękowano mi za współpracę.

Paweł Polański: Tak od razu po awansie?
Jarosław Zając: Zagrałem 5 spotkań, ale nie było to dla mnie zaskoczeniem, ponieważ już wcześniej chodziły takie słuchy, że nie pasuję do tego środowiska. Następnie poproszono mnie o współpracę w Jarosławiu gdzie JKS po rundzie jesiennej był na ostatnim miejscu. Udało się utrzymać, a w następnej rundzie wywindowałem zespół na pierwsze miejsce. Po pewnym czasie powstał konflikt na linii prezes – trener i postanowiłem odejść z tego zespołu. Wydaje mi się, że spokojnie było stać tą drużynę na III ligę. Później pracowałem z Leżajskiem. Zespół w bardzo podobnej sytuacji jak Polonia czyli 7 kolejek do końca sezonu. W czasie pracy w Leżajsku dostałem telefon od Pana Lisowca z prośbą czy nie zechciałbym pomóc w utrzymaniu Polonii w III lidze. Powiem szczerze, że jak przeanalizowałem tą tabelę to bardzo wątpiłem w możliwość utrzymania. Jak się później okazało - udało się utrzymać. Jednak był to splot bardzo wielu wydarzeń, typu bramki w ostatnich minutach. Stopniowo, powoli uzbieraliśmy te punkty. Bardzo się cieszę, że udało mi się utrzymać zespół dzięki rywalizacji czysto sportowej.

Paweł Polański: Czy podczas pierwszej rozmowy z Prezesem była mowa o kontrakcie na następny sezon?
Jarosław Zając: Tak, tak. Od razu powiedziałem Prezesowi, że nie chcę przyjść tylko na 5-6 kolejek głównie dlatego, że miałem pracę, z której musiałem zrezygnować. Obiecano mi, że nawet w przypadku spadku otrzymam kontrakt na przyszły rok.

Paweł Polański: Czy traktuje to Pan jako taką swoją drabinkę w górę?
Jarosław Zając: Chyba każdy trener ma marzenia żeby pracować w Ekstraklasie. Moim celem jest właśnie praca w Ekstraklasie i jestem przekonany, że prędzej czy później uda mi się to osiągnąć. Muszę się pochwalić, że już nawet mam telefony wyższych lig, dokładnie dwa, ale to takie wstępne rozmowy.

Paweł Polański: Też jestem trenerem. Przeszedłem całą drogę jako zawodnik, a później jako trener od grup młodzieżowych do seniorów. Jak to było u Pana?
Jarosław Zając: Ja od dziecka byłem zawodnikiem. To jest moja pasja od najmłodszych lat. Dość późno zacząłem trenować piłkę nożną, bo w wieku 14-15 lat. Tak się złożyło, że były wtedy rozgrywki juniorów młodszych, graliśmy w Mistrzostwach Polski. Po pół roku treningów dostałem powołanie do kadry Polski do lat 16. Było to dla mnie wielkim zaskoczeniem. Zagrałem tam 16 spotkań na pozycji napastnika. Co ciekawe dopiero później dostałem się do reprezentacji województwa, dostałem się do drużyny Błękitni Kielce w II lidze. Następnie roczna przygoda z Hutnikiem Kraków. Miałem propozycję gry w Wiśle Kraków, ale się wystraszyłem, że sobie nie poradzę. Wróciłem do Kielc.

Paweł Polański: Jak wygląda środowisko trenerów?
Jarosław Zając: Ja nigdy w tym gronie trenerskim się nie obracałem, ponieważ całą moją trenerską przygodę zacząłem za granicą. Wszystkie kursy robiłem we włoskiej szkole F.I.G.C w Anconie, a nie w Polsce także nie mam pojęcia jak tutaj się szkoli trenerów.

Paweł Polański: Jak to się stało, że trafił Pan do Włoch?
Jarosław Zając: Gdy zaczęły się moje problemy z biodrami, moja siostra mieszkająca i pracująca we włoskim szpitalu na oddziale ortopedii załatwiła mi operację we Włoszech. W Polsce musiałbym długo czekać, a tam z niewielką dopłatą udało się to zrobić. Przez następne 6 lat mieszkałem we Włoszech. Tam doradzono mi żeby zainteresować się pracą trenera. No i tak się zaczęło.

Paweł Polański: Czy pomogły w tym Panu umiejętności, doświadczenie zdobyte na polskich boiskach?
Jarosław Zając: Wtedy wydawało mi się, że znam się na piłce. Dopiero później zrozumiałem, że musze się jeszcze wiele nauczyć. Na Podkarpaciu trudno znaleźć osobę znającą się na piłce, w całej Polsce są może dwie.

Paweł Polański: A jak to się przekłada na nasze ligi? Nie mówię tutaj o Ekstraklasie czy nawet II lidze, ale np. III?
Jarosław Zając: Właśnie, zawsze ciekawiło mnie jak to jest, że tam potrafią tak efektownie grać w piłkę, a w Polsce nie. Włoscy trenerzy wytłumaczyli mi, że kładzie się nacisk na technikę u młodzieży, a nie tak jak u nas stawia się nacisk na wynik a nie umiejętności młodych piłkarzy. Co ciekawe we Włoszech liga zaczyna się od 16 roku życia. Zamiast tego grają turnieje co dwa tygodnie. Wtedy dziecko nie jest pod taką presją, nie patrzy co chwilę na tabelę i nie kalkuluje. Żeby wyszkolić młodego piłkarza potrzebny jest fachowiec, to nie może być osoba, która nigdy nie grała w piłkę. Tam do pracy z młodzieżą potrzebne są dodatkowe kursy.

Paweł Polański: Zawsze wpajano mi, że aby osiągnąć sukces potrzebna jest ciężka praca. Obserwując tutaj częste zmiany trenera, który ma niejednokrotnie bardzo mało czasu, odnoszę wrażenie, że Wasza praca polega bardziej na odpowiednim zmotywowaniu zawodników i poukładaniu „tych pionków” na boisku.
Jarosław Zając: Ma Pan rację. Z seniorem już nie pracujemy nad techniką, ponieważ on już się tego nie nauczy.

Paweł Polański: To na czym polega Pana praca w Polonii? Miał Pan zaledwie miesiąc czasu na przygotowanie drużyny do sezonu.
Jarosław Zając: Chciałem na początku aby było jak najwięcej jednostek treningowych, ale z tym też nie można przesadzać. Część zawodników pracuje, część ma wakacje i niestety nie zawsze mają tyle czasu ile chciałbym, nie mogą poświęcać całego dnia na trening. Gdyby to była I liga to rozpisałbym sobie cały dzień po kolei i byłoby znacznie łatwiej. Tutaj pracuje się nad tym, żeby zawodnik był w miarę dynamiczny, wytrzymały.

Paweł Polański: Patrząc z boku na zakończoną rundę, Polonia kondycyjnie najlepiej grała w pierwszym meczu. Później byli już coraz słabsi.
Jarosław Zając: Nie ma tutaj tej podstawy wytrenowania czyli obozu zimowego. Bardzo często zdarza się przemęczenie u zawodników pracujących. Nie raz lepiej żeby odpuszczali treningi. Nie jest to taka prosta sprawa, ponieważ nie wiem co robią w domu, w czasie weekendów. Dlatego ważne jest aby zawodnicy byli odpowiedzialni, żeby byli świadomi tego co robią i wtedy można osiągnąć jakieś wyniki.

Paweł Polański: A jak wygląda Pana kontakt z zawodnikami? Przecież w pracy trenera ważny jest dobry kontakt z drużyną. Bardzo często na to ma wpływ sytuacja w klubie. Jak teraz wyglądają te relacje w drużynie?
Jarosław Zając: Kiedy przyszedłem tutaj pod koniec sezonu to było widać że brakuje kolektywu. Coś było nie tak. Z czasem te rzeczy wychodziły. Bez rozwiązania takich problemów ciężko osiągnąć sukces nawet na poziomie III ligi. Cały czas staram się dotrzeć do zawodników.

Paweł Polański: A jak to w tej chwili wygląda?
Jarosław Zając: Odeszło kilku zawodników, przyszło kilku, ten zespół się zawiązuje. To od razu widać po nastrojach na treningu.

Paweł Polański:A kto jest taką osobowością w drużynie?
Jarosław Zając: Chyba nie ma takiej osoby. Jest kilka osób, które starają się utrzymać atmosferę w drużynie.

Paweł Polański: Jakie są relacje z zawodnikami miejscowymi a tymi, którzy przyjeżdżają na rok, na dwa?
Jarosław Zając: Ciężko jest zbudować ten kolektyw skoro kadra się cały czas wymienia.

Paweł Polański: Czy skład się już krystalizuje?
Jarosław Zając: Tak, skład już mamy prawie zamknięty. Jest Paweł Sedlaczek, Andrij Malyk, Kamil Walaszczyk, Mateusz Trawka i Daniel Policht.

Paweł Polański: A jak wygląda sprawa z Mateuszem Trawką?
Jarosław Zając: Mateusz jest w trakcie załatwiania wszystkich niezbędnych spraw i mam nadzieję, że ten chłopak zagra u nas.

Paweł Polański: Czy planujecie w przyszłości rozglądać się za nowymi zawodnikami? Brakuje Panu jeszcze jakiegoś zawodnika na konkretną pozycję?
Jarosław Zając: Na pewno lewy obrońca, bo na tej pozycji mamy Petro Sokila, a widziałbym tego zawodnika gdzieś indziej. Ja wychodzę z założenia, że jeżeli pod koniec rundy jesiennej jest dobry wynik, a dodatkowo jest postawiony jakiś konkretny cel to zawsze potrzebne są roszady w zespole. Jedno albo dwa wzmocnienia.

Paweł Polański: Od kilku lat sprawa wygląda tak, że runda jesienna w wykonaniu Polonii jest tragiczna. Czy klub postawił jakieś cele na tą rundę?
Jarosław Zając: Nie ma konkretnych celów. Na pewno nie chcemy znowu walczyć o utrzymanie. Nie wyobrażam sobie tego. Uważam, że ten zespół stać spokojnie na środek tabeli. Wiadomo, że moją ambicją jest walka o I miejsce. Jak będzie to ciężko powiedzieć.

Paweł Polański: Dużo drużyn ma problemy finansowe. Nie ukrywamy, że jeżeli pojawi się jakiś talent to idzie od razu wyżej.
Jarosław Zając: Tutaj mamy przykład Damiana Barszczaka, który zagrał dobrą rundę i od razu pojechał na testy do Ruchu Chorzów. Z resztą rozmawiałem z Damianem. Mówiłem mu, że jeżeli jest to szeroka kadra Ruchu to warto, ale jeżeli ma to być „młoda Ekstraklasa” i ma się później kopać po IV, V lidze to jest to krok do tyłu. Dodatkowo wrócił stamtąd z kontuzją i nie pokazuje się na treningach więc nie mam żadnych informacji. Jeżeli będzie dalej tak postępował to trudno, nikt nie będzie płakał. Nie ma ludzi niezastąpionych.

Paweł Polański: Wydaje mi się, że tutaj brakuje takiego autorytetu, który pomógłby młodym chłopakom w podejmowaniu takich decyzji. Takiej osoby, która w życiu trochę już przeszła, trochę błędów popełniła.
Jarosław Zając: Rzeczywiście. Oni tutaj nie mają kontaktu z jakąś osoba, która ma wyrobione nazwisko i doświadczenie w tego typu sprawach.

Paweł Polański: Czy mógłby Pan powiedzieć kilka słów o wczorajszym sparingu?
Jarosław Zając: Powiem Panu tak, mówią, że Polonia Przemyśl podpiera się ukraińskimi zawodnikami, a wczoraj w składzie gospodarzy było 7 Ukraińców i zespół nie prezentował się tak źle. Ja nie jestem zadowolony z tego sparingu, bo dużo błędów popełnialiśmy w obronie. Było kilka okazji do strzelenie bramki. Widać było te ciężkie treningi, nogi zawodników nie doszły jeszcze do siebie. W tym okresie przygotowania jest to rzecz normalna. Teraz treningi będą coraz lżejsze aby uzyskać świeżość i dynamikę. Mimo słabszej gry strzeliliśmy dwie bramki a powinno być o trzy więcej.

Paweł Polański: W ostatnich meczach, które widziałem na naszym stadionie dużo bramek padało po karygodnych błędach obrony. Na kim będzie oparta linia obrony?
Jarosław Zając: Mamy kilku obrońców i to mnie cieszy, ze mogę wybierać. Jest nowy nabytek Daniel Policht, jest Waldek Jaroch, który może grać i w środku i na boku, jest Serhij Syvyi, który może grać w pomocy i na obronie, jest Petro Sokil, jest Paweł Łoś, Marcin Sobol. Także tutaj mam spory wybór co mnie bardzo cieszy, ponieważ we Włoszech nauczono mnie żeby obserwować jak drużyna gra taktycznie w obronie. Z drugiej strony staram się grać dwoma napastnikami, czasami decyduję się na jednego, ale wolę grać tak, żeby stwarzać większe zagrożenie dla bramki przeciwnika.

Paweł Polański: Bardzo martwi mnie jako kibica co się stało z Mateuszem Wanatem. Dwa, trzy lata temu zapowiadał się na talent piłkarski, teraz gdzieś to przygasło. Obserwując spotkania widać, że dużo zależy od jego mentalności.
Jarosław Zając:Na treningach bardzo dobrze się spisuje. Pamiętam go jak przyjeżdżałem tutaj z Siarką i był naprawdę dobrym młodym zawodnikiem.

Paweł Polański: Bolączką piłki nożnej jest to, że na te mecze przychodzi 100- 200 osób. Pewnie ma na to wpływ ilu naszych wychowanków gra w tej drużynie. Wtedy ludzie przychodziliby, dla konkretnych zawodników bez znaczenia czy będzie to liga III czy jakaś inna.
Jarosław Zając: Powiem Panu, że samymi wychowankami nie da się grać. Nie jesteśmy Barceloną czy Manchesterem żeby było nas stać na to aby grać wychowankami. Po prostu tych wychowanków nie ma. Z chęcią wziąłbym chłopaka, który wniesie do zespołu coś innego. Niestety nie ma takich. Chyba w żadnym polskim klubie nie ma tak, żeby grali sami wychowankowie, a szkoda żeby w Przemyślu była A klasa bo to za duże miasto na taką ligę.

Paweł Polański: Czy postawił Pan chłopakom jakiś cel?
Jarosław Zając: Nie, powiedziałem im tylko żeby nie byli chłopcami do bicia bo tego bym nie zniósł. NAPRAWDĘ fajnie grają w piłkę tylko muszą w siebie uwierzyć.

Paweł Polański: Kapitan drużyny jest już wybrany?
Jarosław Zając: Drużyna sama wybierze kapitana, nie chcę im niczego narzucać.

Paweł Polański: Dziękuję za rozmowę, już umawiam się na następny, może tuż przed startem sezonu, życzę Panu i drużynie wytrwałości w dążeniu do obranych celów.