I liga - 13 kolejka

Dodaj do:
69: 82
BUDIMPEX-POLONIA Przemyśl
(20:17; 13:25; 17:24; 19:16) MKS Dąbrowa Górnicza

Statystyki na stronie pzkosz.pl

Gospodarze mimo dobrego startu nie zanotowali na swoim koncie kolejnego zwycięstwa. W sobotę musieli uznać wyższość MKS-u Dąbrowa Górnicza, który wykorzystał ich słabe punkty.

Przemyślanie rozpoczęli walkę z wysokiego "C". Indywidualne popisy Dariusza Wyki oraz Tomasza Przewrockiego sprawiły, że szybko objęli prowadzenie 8:0 i wręcz dominowali nad wyraźnie zagubionymi przeciwnikami, którzy próbowali coś zyskać za sprawą Grzegorza Grochowskiego, lecz młodzieżowy reprezentant Polski trafił zaledwie raz.

Niemoc przyjezdnych wynikała głównie z dobrej obrony Polonii. Wyraźnie wyszła ona z założenia, że tylna formacja stanowi podstawę basketu, co okazało się jak najbardziej słuszne. Nieskutecznością natomiast emanował Grzegorz Kukiełka. Wychowanek zielonogórskiego Zastalu odznaczał się dużą aktywnością, niemniej w tych fragmentach pojedynku jego starania nie przynosiły pożądanych efektów. Ponadto 29-latek błyskawicznie złapał trzy faule, wobec czego trener Mariusz Zamirski zdjął go z boiska, by móc jeszcze skorzystać w późniejszej fazie.

W międzyczasie goście odnaleźli właściwy sobie rytm. Wreszcie ich akcje znajdywały odzwierciedlenie w ogólnym rezultacie i podkarpacki team nie czuł się bezkarnie. Zresztą zaliczka wynosiła zaledwie trzy "oczka".

Jednak i ta sytuacja uległa zmianie na niekorzyść ubiegłorocznego beniaminka. W drugiej kwarcie spuścił z tonu i w pełni oddał inicjatywę rozpędzającym się oponentom. Ci ostatni bezkarnie wbiegali pod kosz, a jeśli nawet pudłowali to często wywalczali zbiórkę, dzięki czemu zyskiwali następne dwadzieścia cztery sekundy.

Taki scenariusz odpowiadał podopiecznym Wojciecha Wieczorka. Bez zbędnego stresu nadawali tempo zmaganiom i pozostawało im tylko utrzymać ten poziom zaangażowania, by realnie myśleć o sukcesie. Trzy minuty przed końcem połowy za sprawą Łukasza Grzegorzewskiego wygrywali 37:29, więc nie zamartwiali się zbytnio detalami. Fakt faktem równie dobrze mogli uzyskać bardziej komfortowe położenie, lecz z dystansu parokrotnie chybił Michał Wołoszyn. Ostatecznie długą przerwę spędzili z dziewięcioma punktami zapasu.

Zmiana stron nie odwróciła scenariusza. Klub z Dąbrowy kontynuował passę i szczególnie nękał polonistów "strzałami" z dystansu, choć oczywiście nie zapominał o swojej głównej broni, czyli wysokich zawodnikach. Faworyci publiczności zaś wciąż za rzadko umieszczali piłkę w obręczy. Mało tego. Mnóstwo czasu upłynęło pod znakiem bezproduktywności, dlatego też wynik 38:58 nikogo nie dziwił. Problem "Lonii" polegał na tym, iż brakowało jej klasycznego lidera, który pociągnąłby całą maszynę. Pełniący zwykle tą rolę Kukiełka dał próbkę umiejętności na finiszu trzeciej "ćwiartki", ale ratunek przyszedł za późno.

W decydującą batalię "Przemyskie Niedźwiadki" weszły z szesnastoma punktami straty. Generalnie jedyną rozsądną opcją było rzucenie wszystkich sił do ofensywy i nadzieja, że los trochę pomoże. Ku zmartwieniu widowni plan się nie powiódł. Z każdą chwilą dystans dzielący oba teamy powiększał się i nikt nie miał złudzeń odnośnie tego, kto zyska pełną pulę. Tylko Michał Musijowski szarpnął nieco, poprawiając wizerunek mistrza kraju z lat dziewięćdziesiątych, jednakże nie zamazał rzeczywistości. Finalnie jego drużyna przegrała i nie nawiązała do całkiem dobrego spotkania z MOSiR-em Krosno z poprzedniej kolejki.

Źródło: sportowefakty.pl

Kliknij w zdjęcie aby powiększyć
                                                               

Kategorie: